Teczkolatria jako element wojny informacyjnej

 

            Wydarzenia ostatnich lat związane z lustracją, dekomunizacja itp. nastrajają do zabrania głosu i spojrzenia na nie z punktu widzenia wojny informacyjnej. Niestety przez wiele lat utwierdzany był – w czym Kościół zazwyczaj brał czynny udział – stereotyp komucha, esbeka, milicjanta, czasów PRLu. Stereotyp, dodajmy najnegatywniejszy z możliwych.

            Biorąc udział od 3 lat w szkoleniach i spotkaniach z pewnym Docentem, który ma ogromną, wewnętrzną wiedzę o tamtych i współczesnych czasach, miałem okazję posłuchać o prowadzeniu nowoczesnej wojny.

 

Wojna informacyjna

            Dziś nie prowadzi się wojny na czołgi i samoloty. Można oczywiście, tak jak np. amerykanie, ale takiej wojny dziś już nie da się wygrać. Nowoczesną wojnę prowadzi się za pomocą informacji, w której zagadnienie „pojęć” i „stereotypów” odgrywa ważną rolę. O ile terenem prowadzenia wojny energomaterialnej były lasy, łąki, powietrze, woda, czy nawet przestrzeń kosmiczna, to terenem nowoczesnej wojny informacyjnej jest świadomość całych społeczeństw. Podkreślmy, że nie chodzi tu o wpływanie, kreowanie i kształtowanie świadomości pojedynczych jednostek, lecz całych społeczeństw, licznych grup itp. Rzecz jasna pociskami w tej wojnie są media, internet, gazety itp.

 

            Przed laty ów Docent ostrzegał, że będzie atak na Kościół, który nie będzie już szedł po linii molestowania, homoseksualizmu, defraudacji, alkoholizmu. Te tematy zostały już informacyjnie i propagandowo wykorzystane (wystrzelano zasadniczo te amunicję). Sięgną po stereotyp agenta. Zaczęło się od o.Hejmo trwa to do dziś. A bynajmniej na ks. Arcybiskupie się nie skończy. Może nawet sam krakowski Kardynał przekona się o tym.

            Skoro już Kościół przyłożył rękę do kreowania najgorszego wydźwięku słowa „agent”, to trzeba przynajmniej przeszkolić się w prowadzeniu wojny informacyjnej, propagandowej. Może pogdybajmy troszeczkę.

 

            Gdybym był doradcą ks. Arcybiskupa ...

  już na jesieni, a nawet wcześniej zaproponował bym atak uprzedzający (wyprzedzający). Na zwołanej konferencji, lub w komunikacie, (forma przekazu informacji może być różna), ogłosił bym swój wieloletni kontakt ze spec służbami legalnych władz polskich, (choć oczywiście zwasalizowanych przez ZSRR, aczkolwiek za Gierka stopień tej wasalizacji był chyba najmniejszy). Powiedział bym co podpisywałem. Gdyby to zrobić po pierwszych doniesieniach dziennikarzy wówczas koniecznie należało by powiedzieć więcej niż opublikowali, używając tonu: Panowie redaktorzy widzę, że do wielu rzeczy chyba jeszcze nie dotarliście więc chętnie wam podpowiem, bo cenię sobie prawdę… (i powiedzieć o innych podpisach, kontaktach itp.). Należało zaznaczyć, że w ówczesnym czasie kontakty ze specsłużbami były wręcz administracyjną koniecznością dla osób na pewnych urzędach w Kościele. Kontakty z „komuchami” miał Prymas Tysiąclecia, Jan Paweł II, który oficjalnie spotykał się podczas wizyt np. z gen. Jaruzelskim.

            Oczywiście – ciągnąłbym dalej – podpisanie dokumentów o współpracy, liczne kontakty nie oznaczają, iż o mojej działalności nie wiedział miejscowy biskup (jeśli wiedział), czy też moi przełożeni. Takimi kontaktami pragnąłem uzyskać jak najwięcej dobra nie tylko dla swego wykształcenia i możliwości rozwoju, ale przede wszystkim dla uczelni, Kościoła, danej społeczności. Nie było wówczas w Polsce innej, legalnej, polskiej władzy oprócz tej, która urzędowała. Proszę mi pokazać kogo zniszczyłem, kogoś zdradziłem moimi kontaktami, czy zaszkodziłem jakiej katolickiej uczelni, stowarzyszeniu czy społeczności. Rozumem więc, że szermowanie w tym ważnym czasie faktem kontaktów i podpisywania zobowiązań ma służyć nie obiektywnej prawdzie ukazanej w prawdziwym kontekście ale ma wyeliminować moją osobę z urzędu biskupa Warszawy.

            Przepraszam tych wszystkich, którzy czują się zgorszeni i zawiedzeni moją osobą. Staram się służyć ludziom i Kościołowi najlepiej jak umiem – może dla tego moi adwersarze skupiają się na tym, co było 25-35 lat temu, a nie chcą pisać o mojej posłudze w trudnych czasach przemian lat 90. i obecnego wieku; po której stronie się opowiadałem, za jakimi wartościami optowałem itd. Widać, nie prawda jest celem tych doniesień ale zbicie kapitału politycznego, wymierzonego w atak na Kościół.

 

            Myślę, że takim oświadczeniem wybił by ks. Arcybiskup wiele asów trzymanych w rękawie przez przeróżnych dziennikarzyn. Jeśli przeczytamy specjalne oświadczenie Stolicy Apostolskiej – w kontekście rezygnacji Arcybiskupa – to zobaczymy, iż dwa razy użyty jest tam zwrot „atak” na Kościół i księży. Warto na to zwrócić uwagę i sięgnąć nie do fragmentów serwowanych przez media, ale źródła i całego oświadczenia, które przytaczam za Radiem Watykańskim w całości.

 

            Teczkolatria – wiara w absolutną prawdę w to, co jest w teczkach. Nawet jeśli materiały tam zawarte są prawdziwe, a myślę, że często są, to jednak czy to wszystkie materiały, czy uwzględnia się kontekst historyczny i okoliczności oraz możliwości zniekształceń informacji, np. to, co mówił zwerbowany agent spisywał pracownik SB, więc często to jego relacja i sprawozdanie, które zawsze niesie pewien subiektywizm, tym bardziej jeśli przełożeni oczekują konkretnych wyników czy donosów.

            Niektórzy wręcz stworzyli pewną parareligie opartą na bezgranicznej wierze w teczki. Pamiętam jak się bulwersowałem, gdy Docent mówił o tym wcześniej za pomocą ułożonego przez siebie wierszyka: „Wierzę w ciebie teczko żywa…” Była to dla mnie jakaś profanacja tekstu modlitwy. Wyjaśnił wówczas, że nic z tych rzeczy. To nie profanacja tylko obecna i przyszła rzeczywistość ubóstwiania wręcz przez niektórych sławnych teczek. Dziś patrząc na niektórych i ich stosunek do „prawdy teczkowej” widzę, że miał rację. Ów wierszyk postaram się zamieścić w najbliższych dniach.

 

P.S.

Gdy kiedyś opowiadałem swe przemyślenia na temat stereotypów i teczkolatrii, ktoś mnie zapytał: Dlaczego pan nie dzieli się tym z Episkopatem? No cóż, chyba za wysokie progi na moje nogi. Choć moja osoba jest do dyspozycji Kościoła w Polsce.

 

            Tymczasem, posłuszny wezwaniu Episkopaty Polski (http://www.oecumene.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=111523), staje murem za biskupami, kapłanami, wiarą katolicką modlitwą i swą działalnością.

 

Przeżyliśmy okupację –  przeżywamy integrację – przeżyjemy teczkolatrię!

 

Polskie Mazury, 8 stycznia A.D. 2007

Andrzej Wronka


 

07/01/2007 14.09.29

Watykan o dymisji abp. Wielgusa
W związku z dymisją abp. Stanisława Wielgusa rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej,
o. Federico Lombardi, wydał specjalne oświadczenie. Publikujemy je w całości:

Postawa abp. Wielgusa w minionych latach reżimu komunistycznego w Polsce poważnie wystawiła na szwank jego autorytet, także wśród wiernych. Dlatego, mimo jego pokornej i wzruszającej prośby o przebaczenie, rezygnacja z posługi w Warszawie i jej szybkie przyjęcie przez Ojca Świętego, wydało się stosownym rozwiązaniem, aby stawić czoła dezorientacji, do której doszło w tym kraju.

Jest to moment wielkiego cierpienia dla Kościoła, któremu wszyscy wiele zawdzięczamy i który kochamy, który dał nam pasterzy na miarę kardynała Wyszyńskiego i przede wszystkim papieża Jana Pawła II. Kościół powszechny winien poczuwać się do duchowej solidarności z Kościołem w Polsce, towarzysząc mu modlitwą i zachętą, aby zdołał szybko odzyskać równowagę.

Przy tej okazji dobrze też jest zauważyć, że sprawa abp. Wielgusa nie jest pierwszym i prawdopodobnie nie będzie ostatnim przypadkiem ataku na ludzi Kościoła
[podkreślenia A. W.], opartego na dokumentach Służby Bezpieczeństwa dawnego reżimu. Chodzi o obszerny materiał. W próbach oceny jego wartości i wyciągania zeń wiarygodnych wniosków nie można zapominać, że stworzyli go funkcjonariusze reżimu ucisku, posługującego się szantażem.

Wiele lat od upadku reżimu komunistycznego, gdy zabrakło wielkiej i niekwestionowanej postaci Jana Pawła II, obecna fala ataków
[podkreślenie A. W.] na Kościół katolicki w Polsce, bardziej niż szczerym poszukiwaniem przejrzystości i prawdy, pod wieloma aspektami wydaje się być dziwnym przymierzem: między ówczesnymi oprawcami i innymi przeciwnikami Kościoła, a także zemstą tych, którzy niegdyś go prześladowali, a zostali zwyciężeni wiarą i pragnieniem wolności narodu polskiego.

„Prawda was wyzwoli” – mówi Chrystus. Kościół nie boi się prawdy. Aby być wiernymi swemu Panu, jego członkowie muszą zawsze potrafić uznać własne winy. Życzymy Kościołowi w Polsce by zdołał przeżyć i przezwyciężyć z odwagą i jasnością ten trudny czas, aby mógł wciąż wnosić swój cenny i wyjątkowy wkład wiary i misyjnego zapału do Kościoła europejskiego i powszechnego.
tł. RV
http://www.oecumene.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=111494